W mojej galerii ciekawych kobiet zagląda dziś jane Austen-spójrzmy jak toczyło się życie w jej saloniku…
Popołudnie pierwsze
Nieśmiałe promyki słońca igrały na ścianie gdzie tapeta w lewo dostrzegalne herbaciane róże zdała się na moment ożywać to senne popołudnie. Skromny pokój – okrągły stolik – proste fotele przy kominku stare sztychy na ścianach (sceny z polowań angielskiej prowincji) zastygły jak co dzień o tej porze w oczekiwaniu. Niedługo pora na herbatkę. Rozłożona robótka Jane czeka cierpliwie na swą twórczynie – zaglądnijmy co też tym razem nasza droga panna Austen dzierga lub szyje – o, woreczek do robótek dla bratowej. Obok kartka z napoczętym wierszem dla niej: ,,Ufam, że ten woreczek, Nie darmom Ci uszyła I przy codziennym szyciu Będzie to pomoc miła…”W powietrzu gęstnieje coraz głośniejszy gwar wielu głosów. Zaraz wejdą do salonu, zaraz służąca poda herbatę – wielebny George Austen ojciec rodziny z roześmianą żoną Cassandrą potem James – najstarszy, za moment pojawi się, serdecznie i głośno o czymś rozprawiający Edward, przekomarzający się z Henrym, a sporą chwilę po nich do saloniku wsuną się cichutko siostry – Cassandra i Jane, szepcząc swe sekrety…
Kończy się wiek XVIII – o czym mogli rozmawiać wówczas ludzie, co robić w czasie popołudniowej herbaty? Nie istniało radio, TV i komputery.-Kjak można było tak żyć? Grać na klawikordzie. Spotykać sąsiadów, szukać mężów na balach i wieczorkach. Ludzie we własnych wnętrzach i oczach innych szukać musieli rozrywki – wiedzy – i ciepła.
Kuknijmy przez uchylone okno znów do saloniku. Trwa ożywiona rozmowa, Jane pochylona, w kąciku uważnie czyta, jej bystre oczy szybko chłoną poszczególne słowa – widać, że konwersacja mało ją zajmuje bowiem… ,,Każdy czy to dżentelmen, czy dama, kto nie znajduje przyjemności w dobrej powieści, musi być nie do wytrzymania głupi”. Nikt nie zwraca uwagi na czytającą Jane, jest w rodzinie kochana jak wszyscy, ale traktowana pobłażliwie -wydanie za mąż, dobra partia – oto co zaprząta głowy jej rodziców. Nikt specjalnie się nie przejmuje jej pisaniem – ot takie tam fanaberie panieńskie… Zachodzące słońce wyzłaca powoli twarze siedzących w salonie, przez otwarte okno wpada świergot ptaków niczym radosne dźwiękowe dopełnienie gwaru ożywionej rozmowy. Drży stara angielska porcelana na stoliku, a słońce obejmuje ją w posiadanie na krótkie momenty tych niewypowiedzianie ciepłych płynnych miodem ciepłego powietrza – rozleniwionych chwil lata. Jane zamyka książkę i kieruje się do swego pokoju… Zbliża się wieczór, trzeba zapalić świece.