+48 663 770 036 pieramalgosia@gmail.com

Pod słońcem Toskanii – ten tytuł zabrzmiał dla mnie jak melodia. Podobnie jak kartki książki Frances Mayes, które czytałam z rosnącą fascynacją. To takie banalne, lecz niezmiernie radosne przekonanie-ktoś myśli i czuje jak ja.
Potem- Bella Toskania-i włoskie gotowanie – odczytywanie po raz kolejny tych samych smakowitych stron –gra wyobraźni-małe marzenie- a może by tak na wakacje – znowu Włochy…
Lecz nie kurorty, ale stare cichutkie średniowieczne miasteczka przycupnięte gdzieś u wzgórz – jak czerstwe staruszki – pękate od nadmiaru historii. Pachnące oliwkami, winem i przeróżnym kwieciem, pamietające zbłąkanych wędrowców jak Muratow czy Iwaszkiewicz co przemierzali, milknąc z podziwu, tutejsze dukty i trakty…

Italia sączy się pod skórę zdradziecko – z początku hałaśliwy urok zabytkowych uliczek oszałamia – lecz wrażenie mija dość szybko – później coraz to nowe obfitsze krajobrazy atakują zmysły- a ty nagle łapiesz się na tym, że pod powiekami wciąż masz i masz grupkę starych szarych kamienic – i widok na wzgórza – coś jakby sceneria filmu ,,Ukryte pragnienia”- i chciałabyś dotknąć-smakować – czuć – samo pulsujące tam życie.
Książki Mayes budzą podróżnicze tęsknoty – ową odwieczną chęć doświadczenia tej magicznej Inności –krajobrazu, ludzi i wreszcie historii tak długiej tutaj, jednostajnej, lecz jak nigdzie oswojonej i ocalonej w codzienności.
Właściwie utwory amerykańskiej pisarki są jednym wspaniałym hymnem na cześć codzienności –włoskiego stylu smakowania chwili obecnej-
Carpe diem w Italii to nie puste słowa-żywe, ciągle spełniane rytuały- espresso poranne – głośne sąsiedzkie rozmowy-bujne życie rodzinne –spacery drogą kamienną pamiętajacą Etrusków czy łóżko przy ścianie ze średniowiecznym freskiem-wszystko to stapia się w jeden migotliwy organizm gdzie to co było i jest stanowi zgodną całość.
Frances Mayes ma ciepłe, żywe pełne energii oczy- z ilustracji patrzy na nas interesująca , pełna czaru kobieta, z której emanuje harmonia i spokój. Nie chce mówić o swoim wieku-to szufladkuje za bardzo ludzi-sprawia, że kontakty i wizerunek danego człowieka usztywnia się.
Jest dojrzałą osobą. Szczupłą, schludną i elegancką. Mówi o sobie:,, wyrastałam w Fitzgerald w stanie Georgia. To malutkie miasteczko na południu. Nie ma tam niczego interesującego w pobliżu. Po prostu małe miejsce.[…]Ale podobnie jak w Italii ludzie tutaj chcą ze sobą przebywać-jeść wspólnie-rozmawiać, mają na to czas i nigdzie się nie spieszą” .W wywiadzie z Lindą Richards dla January Magazine (w maju 2000) autorka snuje długie porównania między mentalnością ludzi z Południa a Włochami, wysnuwając ciekawe konstatacje dotyczące podobieństw i różnic-dla nas, spoza wewnętrznęgo kręgu kulturowego Stanów takie porównania są mało przejrzyste i komunikatywne, lecz zarówno pisarka jak i dziennikarka widzą je bardzo wyraźnie.
Frances Mayes chwali mieszkańców Italii-mówi, że są tolerancyjni, pokojowo nastawieni i życzliwi. Na pytanie o początki swoich związków z krajem Leonardo da Vinci wspomina, że pierwsze podróże odbyła do Włoch jeszcze jako studentka architektury, ponieważ chciała głębiej poznać kolebkę sztuki renesansowej, a także średniowieczne arcydzieła malarstwa, architektury oraz rzeźby- i przyznaje, że pokochała ten kraj od pierwszego spojrzenia.
,,Wysiadłam z samolotu i pomyślałam-jestem w domu”.
W 1985 pierwszy raz wynajęła w Toskanii wiejski dom. Bardzo go lubiła, czując, że jest to nowy rodzaj związku, który zmienia podróżowanie w specyficzną głębszą relację z miejscem gdzie się jakiś czas przemieszkuje.
BRAMASOLE pisarka nabyła w dopiero 1990 r., po długich pełnych auntentycznej radości poszukiwaniach, i w tym samym roku rozpoczęła pracę nad książką ,,Pod słońcem Toskanii”, natomiast później w 1995 napisała ,,Bella Toskania”. Jak sama zaznacza obie stanowią dla niej jakby jeden utwór-pierwsza książka kontynuuje wątki rozpoczęte w drugiej ujmując w opisywanej przestrzeni czasowej dekadę prawdziwego zamieszkiwania we własnym włoskim domu. Delektowania się kuchnią, pracy w ogrodzie czy zmagania z remontem starego domostwa., które prawie 30 lat stało puste.
Czytając ba! rozsmakowując się w prozie Mayes czuje się pod skórą jej poetycką, bardzo sensualną wrażliwość na słowo -obraz- dźwięk słowem na wszystkie te werbalne i niewerbalne bodźce, którymi częstuje nas rzeczywistość-zwłaszcza jeśli jest się Gdzieindziej- wówczas człowiek staje się specjalnie uwrażliwiony na wszelkie ,,ciekawości’’ i ,,inności” świata jaki zastaje. Odczucie nie myli – autorka ,,Pod słońcem Toskanii” pisze wiersze i wydała już kilka tomików poetyckich zanim zasłynęła książkami o Włoszech.
Biografia

Frances Mayes jak wspomniałam dorastała w Fitzgerald w stanie Georgia. Skończyła Randolph-Macon Woman’s College , The University of Florida i San Francisco State University.Jej 2 najbardziej znane ksiażki o Włoszech(,,Under the Tuscan Sun i ,,Bella Italia”) pojawiły się w latach 90 w wydawnictwie CHRONICLE.
Przekłady ukazały się w Japonii, Niemczech i Polsce. New York Times uznał ,,Pod słońcem Toskanii” za najlepszą książkę 1996 roku. Natomiast mniej osób zna ją jako wrażliwą poetkę, żarliwie rejestrującą delikatne drgnienia metafizyki codzienności. Charakteryzuje ją bowiem prawdziwy słuch poetycki, owa przedziwna zdolność wglądu w tzw. podszewkę rzeczywistości – czyni to z prawdziwa kulturą i maestrią, pragnąc przekazać, możliwie wiernie, swe oryginalne widzenie świata.
Kilka tytułów tomików poezji F.Mayes:,, Niedziela w innym kraju”, ,,Godziny”, ,,Księga lata” czy ostatni ,,Ex Voto”. Poetka napisała również uniwersytecki podręcznik pt. ,,Odkrycie poezji”opublikowany przez wydawnictwo Harcourt Brace .Jej wiersze pojawiają się w licznych magazynach literackich w Stanach-The Atlantic Monthly, the Iowa Review, New American Writing,Manoa i innych.W 1988 r. nagrodzono ją nagrodą ,,National Endowment for the Arts Fellowship.
Mieszka w Cortonie we Włoszech i w San Francisco z poetą Edem Kleinschmidtem. Jest profesorem kreatywnego pisania na Uniwersytecie San Francisco. Spędza wszystkie wakacje i urlopy (prawie pół roku) naukowe w Italii, pracując nad powieścią i tomem poezji.
Cortona
Cortona- małe miasteczko jakich wiele we Włoszech –z sięgającą Etrusków historią, obowiązkowo kamiennymi starymi kamienicami, wieżą ratuszową i kościółkami – tkwi od stuleci zagubione gdzieś wśród wzgórz Toskanii-nie na pierwszych stronach w krzykliwych folderach i przewodnikach. Choć i owszem hordy turystów także tutaj na pewno znajdują ciekawe obiekty dla swych cierpliwie pracujących wciąż kamer i aparatów. Pewnie tak.
Przybyła wszak nowa atrakcja- podróż literacka. Przeczytasz-zachwycisz się –przyjedziesz.
Może odnajdziesz prawdziwy dom autorki.
Dotkniesz muru jej domostwa.
A jeśli nadzwyczajnie się uda –może nawet zobaczysz JĄ.
I tak podobno pielgrzymują niektórzy do Cortony. Dotknąć cudzego zachwytu-pożyć przez chwilę obrazami innej, podziwianej skrycie wyobraźni.
Identyfikacja – uczuć. Ważne słowo. Literatura to piedestał-każdy chciałby czasem się o niego otrzeć. Spojrzeć w twarz, myśląc – byłem tam gdzie mieszka i tworzy PISARKA.
Może stanę się odrobinę lepszy –subtelniejszy…
Ale miasteczko ponoć zachowuje niewzruszony spokój. Nie przybyło McDonaldów ani gigantycznych hoteli. Turysta to gość-partner, a nie enigmatyczny automat do wyciskania pieniędzy. Można poczuć tu stare Włochy- – –
i zapach suszonych na słońcu pomidorów , młodego wina, zobaczyć rolników na polach wśród winorośli.

Krajobraz malowany sercem.
Włoch gestykuluje nawet jak rozmawia przez komórkę na ulicy. Kolor i emocje oto co wypełnia powietrze. Intensywność zmysłów….F. Mayes trafnie wyczuła jak krajobraz harmonizuje się tam z ludzką psychiką-nie działa wbrew-nie jest krzykiem, buntem…lecz stapia się w jedną całość-emanując –czym…
– ba o tym piszą tomy od pokoleń-
Ich często czarne ubrania to jakże ciekawy kontrapunkt dla słońca i kipiących energią barw wokół.
Mayes pisze o dniu codziennym. O murach domu. Roślinach jakie uprawia, małżeństwie , u którego kupuje warzywa. O swych małych odkryciach-oni jedzą dzikie warzywa z łąki!
Stwarza obraz przyjaznego mikroświata- atmosfery wypełnionej historią – żywą nie koturnową i zmurszałą-opisuje barwne miejscowe postacie, z którymi chciałoby się pogawędzić.
Opis-dla opisu-czy opis jako narzędzie zrozumienia?
Słowo to poznanie. Słowo to uchwycenie nienazwanego.
,,Piszę aby przekonać się, że istnieję” –pisała Kuncewiczowa.
Świat utkany ze słów przedłuża i konserwuje zachwyt.
Popatrzmy chwilę na Toskanię oczami amerykańskiej pisarki- posmakujmy sensualnie tej krainy-zapominając o całym kombinacie turystycznym, który- zwłaszcza tam -ma się znakomicie, skutecznie blokując drogi do zachwytu nad światem .
F.Mayes je nam otwiera. Warto podążyc ta ścieżką.